INFORMACJE O BLOGU

Cream of the crop

Manifesty użytkownika Bolson przeczytało już 568141 czytelników!
Łącznie swój komentarz zostawiło 1346 z nich.

OSTATNIE PUBLIKACJE


Co tydzień (dopóki mi się nie znudzi, więc równie dobrze wszystko może się skończyć po tym wpisie) pojawiać się będą krótsze bądź dłuższe wspomnienia drużyn z minionych wersji Football Managera. Zapadły mi w pamięci z różnych powodów. Jeśli ktoś wspomni o ich teraźniejszych wydaniach, zawsze choć na chwilę wracam pamięcią do prostszych czasów, gdy najtrudniejszym zadaniem było zapisanie i wyłączenie gry. Mam nadzieję, że wzbudzi to w was, czytelnicy, choć odrobinę nostalgii i zachęci do własnych wspominek.
 
***

Do tej pory rotowaliśmy nieco wersjami Football Managera, poruszając ulubione drużyny w czterech z nich. Dziś ten etap projektu „Ulubione drużyny” dobiega końca. Rozpoczynamy bowiem czteroodcinkową przygodę z edycją gry, która sprawiła, że kilkanaście lat później jestem tutaj i piszę dla Was o pamiętnych dla mnie składach sprzed lat.

Nie pamiętam dokładnie okoliczności, w jakich płyta z Championship Managerem 4 znalazła się w mojej stacji dysków. Co więcej, nie pamiętam też roku, w którym się to stało. Jeżeli miałbym określić w przybliżeniu, to był to albo 2003 albo 2004, bowiem Football Manager 2005 został mi kupiony przez moją rodzicielkę tuż po premierze i, co naturalne, poprzednia edycja poszła w odstawkę. Przynajmniej na jakiś czas, bowiem siła sentymentu jest za duża, żeby tak po prostu na zawsze rozstać się z grą, która ukształtowała w dużym stopniu moją pasję do piłki nożnej.

Championship Manager 4 był czymś zupełnie innym dla dzieciaka, który do tej pory piłkę znał z boisk, telewizji albo FIFY i PES-a.

Jak to możliwe, że piłkarze nie do końca robią to, czego od nich oczekuję? Dlaczego nie mam nad nimi pełnej kontroli? Jak to nie mogę w trakcie meczu zmienić stron i wbić paru samobójów, żeby odrobić straty? Co to znaczy, że piłkarze nie są rażeni piorunami bądź porywani przez obcych?

Kompletnie inny świat. Ze wszystkimi swoimi mechanikami i zawiłościami niezwykle trudny do ogarnięcia. O wiele bardziej skomplikowany niż Era Futbolu czy Piłkarskie Mistrzostwa Świata 2002. Wtedy, w moim wieku liczyło się tylko wygrywanie i zbieranie najlepszych piłkarzy jak zbieranie Pokemonów. Chciało się mieć ich wszystkich. Więc miałem – kadry liczyły spokojnie 40 zawodników, często tak przeciętnych jak Szilard Nemeth, Jason Koumas czy Johnnier Montano. Wtedy do drzwi pukał komornik, reszta klubów zabierała sobie kogo chciała i cześć. Dopiero w momencie ostatecznego krachu systemu korporacji przychodziło otrzeźwienie i działanie na podstawie zdrowego rozsądku – zarówno jeżeli chodzi o liczebność kadry, jak i o podstawy zarządzania budżetem klubowym.

Ale przede wszystkim Championship Manager 4 to była frajda. To odkrywanie kolejnych zawodników, którzy robili mi na złość i patrzenie, jakie mają fantastyczne atrybuty. To tworzenie nowych menedżerów i antagonizowanie tych piłkarzy, aby przechodzili do mnie za darmo. To przejmowanie co lato Realu Madryt aby kupował za cały swój budżet jakiegoś juniora. To przede wszystkim Diablo.

W wieku 10 lat nie wiesz, czy lepiej zagrać 3-5-2, czy może 4-3-3, czy po prostu 4-4-2. W wieku 10 lat interesuje cię jedynie koszenie wszystkich frajerów, żeby chwalić się kolegom w szkole, jaki jesteś zajebisty. W wieku 10 lat chcesz tylko wygrywać mecze i kupować kolejnych zawodników.

W wieku 10 lat chcesz po prostu dobrze się bawić. Więc ustawiasz Diablo. Życie jest proste i wspaniałe, naznaczone pasmem niebywałych sukcesów, które zawdzięczasz geniuszowi, który złamał grę i twórcom tejże gry, którzy stworzyli ją tak, że da się ją złamać.

 
***

Dziś porozmawiamy sobie o zespole, który przez kilka lat na początku wieku wręcz gwarantował przynajmniej kilka fenomenalnych spotkań na przestrzeni całego sezonu. Wydawało się, że Deportivo La Coruna skutecznie będzie w stanie rzucić rękawicę wielkim hiszpańskiego futbolu – Realowi i Barcelonie. Niestety, okazało się, że SuperDepor będzie tylko mgnieniem na mapie. Tylko, bowiem potencjał był znacznie większy.

Weźmy jako przykłady dwa kosmiczne mecze tej drużyny w europejskich rozgrywkach. (Rozumiem, że nie wszyscy muszą śledzić La Liga. Ja też tego nie robiłem, nie robię i nie planuję robić.) Oba są z tego samego, szalonego sezonu 2003/2004. W grupie C Ligi Mistrzów znalazły się AS Monaco, PSV Eindhoven, AEK Ateny i Deportivo La Coruna. Zabrzmię jak typowy Janusz, ale kiedyś to było. W ramach dygresji przyznam się, że od lat nie oglądam Ligi Mistrzów, widząc na szczycie ciągle te same kluby. Zwłaszcza, że w tym gronie nie ma żadnego zespołu, z którym choć trochę mógłbym sympatyzować. W każdym razie, ozdobą środowego wieczoru 5 listopada 2003 był mecz na Stade Louis II pomiędzy Monaco i Deportivo. Już w 2. minucie było 1:0 dla gospodarzy po strzale Jerome’a Rothena. 27 minut później piłkarze z księstwa prowadzili 4:0 i tak naprawdę wydawało się, że jest pozamiatane. Ale nie, jeszcze przed przerwą dwa gole zdobyli przyjezdni i choć przegrywali dwoma trafieniami, wydawało się, że do szatni to oni będą schodzić z inicjatywą. Wtedy jednak swojego hattricka skompletował Dado Prso. Na drugą połowę trener Deportivo Javier Irureta zdecydował się zmienić bramkarza. Tuż po wznowieniu gry po błędzie świeżo wprowadzonego golkipera najpierw trafił Jaroslav Plasil, zaś chwilę potem Chorwat Prso użądlił po raz czwarty. Depor stać było na gola na 7:3, ale ostatnie słowo musiało należeć do gospodarzy, którzy za sprawą Edouarda Cisse trafili na 8:3.

Zobaczcie sobie ten mecz.

To była czysta frajda, nawet jeśli Deportivo przegrało mecz z kretesem. Drugi mecz był z kolei czystym bólem, bo ofiarą SuperDepor padł AC Milan, jedna z ukochanych drużyn mojego dzieciństwa (o której, jeżeli dobrze liczyłem, za dwa tygodnie). W pierwszym meczu 1/4 finału Ligi Mistrzów klub z La Coruni, który pół roku wcześniej w Monaco dostał w czambuł 3:8, przegrał na San Siro 1:4. Wydawało się, że jest pozamiatane i prowadzony przez Carlo Ancelottiego Milan bez większych problemów zamelduje się w półfinale, tym samym znajdując się o dwa mecze od szansy na obronienie trofeum, czego w historii Ligi Mistrzów jako Ligi Mistrzów jeszcze nie widzieliśmy.

Cóż… w dużym skrócie, żeby nie otwierać na oścież ran w psychice. Po 44 minutach Deportivo prowadziło 3:0 i odrobiło straty z Mediolanu. Na kwadrans przed końcem Fran trafił na 4:0 i Hiszpanie awansowali. Carletto nie był w stanie odmienić losów spotkania nawet poprzez wprowadzenie Filippo Inzaghiego i Rui Costy. Pierwszy raz w historii LM zespół odrobił trzybramkową stratę z pierwszego meczu. Milan do tego spotkania nie dał sobie strzelić na wyjeździe ani jednego gola.

Innymi słowy, Deportivo pokazało Milanowi największe okrucieństwa Football Managera przeniesione na rzeczywistość. Rok później klub z Galicji odpadł po fazie grupowej zdobywając zaledwie dwa punkty. Nigdy więcej nie zagrał już w Lidze Mistrzów. Europejskie wojaże i mocarstwowe ambicje wygenerowały dług w wysokości 160 milionów € i choć teraz klubem zarządza właściciel Zary, który przełożył nawet ślub córki, żeby obejrzeć Depor w akcji, klub znajduje się w Segunda Division.

Ale tu jest 21 lipca 2002 roku. Nie ma 3:8 z Monaco, nie ma 4:0 z Milanem, nie ma karnego Derleia, który wyeliminował SuperDepor z Ligi Mistrzów i pozbawił szansy na zwieńczenie kapitalnego, magicznego sezonu. Jest za to plejada gwiazd.

 
***
Dla przejrzystości niektóre screeny są wrzucane bezpośrednio, niektóre, dla chętnych, w postaci linków do przejrzenia po kliknięciu. Dodatkowo, piłkarze wspomniani, ale bez załączonych screenów są oznaczeni jaśniejszym kolorem.

W bramce Jose Francisco Molina (CA 171), trzeci najlepszy bramkarz Hiszpanii po Ikerze Casillasie i Santiago Canizaresie, którego reprezentacyjna kariera zakończyła się po klopsie przeciwko Norwegii w trakcie EURO 2000. Poza atrybutem współpracy śmiało można powiedzieć, że bramkarz kompletny.



Na prawej obronie absolutna legenda Deportivo, człowiek związany z La Coruną na dobre i złe. Manuel Pablo (CA 160, PA 175) dołączył do klubu w 1998 roku i zakończył karierę w jego barwach po sezonie 2015/2016. Był jedynym, który przeżył wszystko – od złotych czasów i zwycięstwa w lidze po tułanie się pomiędzy strefą spadkową Primera Division i czołówką Segunda. Pech chciał, że o miejsce w wyjściowej 11 reprezentacji Hiszpanii musiał rywalizować z Michelem Salgado, a kiedy masz do wyboru piłkarza Realu i Deportivo, wiadomo, którego wybierzesz. Manuela Pablo wspierał szalony Lionel Scaloni (CA 143, PA 157), który obecnie prowadzi reprezentację Argentyny, a w 2002 roku słynął głównie z profesjonalnego wpieprzania się w nogi rywali.

Lewa strona to historia o królu i wspaniałym następcy tronu. Na razie niepodzielnie rządzi Romero (CA 167), ale już wkrótce berło i koronę przejmie Joan Capdevila (CA 155, PA-1, cokolwiek to znaczy), który w 2010 roku jako gracz Villarreal zostanie jedynym piłkarzem nie występującym na co dzień w Realu bądź Barcelonie, który znalazł się w wyjściowej 11 na finał mistrzostw świata. Patrząc na jego profil łatwo się domyślić, dlaczego.

Niezniszczalny środek defensywy tworzą Cesar (CA 167, PA 176) oraz Nourredine Naybet (CA 165). Obaj są jednak wolni jak Hiszpan podczas sjesty, ale spokojnie! Jeżeli zaszła potrzeba wystawienia kogoś szybszego, z pomocą przychodził Jorge Andrade (CA 153). Portugalczyk w pierwszym półfinale LM z Porto „dla beki” kopnął Deco, ale Markus Merk uznał, że nie było w tym nic śmiesznego i wyrzucił go z boiska, a Jorge nie mógł pomóc swoim kolegom w rewanżu. Później trafił do Juventusu, gdzie dwukrotnie złamał rzepkę i musiał zakończyć profesjonalną karierę.

W roli defensywnego pomocnika można było postawić na 34-letniego Mauro Silvę (CA 165) bądź 39-letniego Donato (CA 144). Umówmy się jednak, że prowadzi się klub piłkarski, a nie dom starców, więc generalnie na pozycji numer 6 występował Sergio Gonzalez (CA 164, PA 178), „ulubieniec” Realu Madryt.


 
Dlaczego? Już tłumaczę. Otóż Sergio, 11-krotny reprezentant Hiszpanii, który w 2001 roku zamienił Espanyol Barcelona na Deportivo strzelił gola otwierającego wynik w finale Pucharu Króla w 2002. To wydarzenie, znane w hiszpańskiej historii futbolu jako Centenariazo miało być wielkim świętem Realu. „Królewscy” obchodzili setną rocznicę założenia (co do dnia), grali finał na Santiago Bernabeu, a ten mecz był setnym finałem Copa del Rey. Wszystko udałoby się, gdyby nie to wścibskie Deportivo, które za sprawą Sergio i pewnego napastnika wygrało 2:1.

I bardzo dobrze.

Jeśli nie Sergio, to może dzika karta w postaci Aldo Duschera (CA 150, PA 161)? Defensywny pomocnik z Argentyny w 2002 roku przebił Sergio i stał się wrogiem publicznym całej Anglii. Otóż w meczu Depor z Manchesterem United w Lidze Mistrzów Duscher wszedł z całym impetem w Davida Beckhama i złamał mu kość śródstopia. Jak powszechnie wiadomo, Becks był wówczas bogiem i złotym dzieckiem Dumy Albionu, a ten podstępny atak Argentyńczyka (na domiar złego Argentyńczyka, odwołuję się tutaj oczywiście do animozji pomiędzy tymi państwami) prawie wykluczył Beckhama z udziału w mistrzostwach świata 2002. Ostatecznie pomocnik Manchesteru United wygrał wojnę z czasem, a Duscher kariery nie zrobił.

Przechodzimy na skrzydła, gdzie na prawej flance bryluje Victor Sanchez de Amo (CA 162, PA 175). Ofiara talentów Joaquina, Rufete, Gaizki Mendiety czy Luisa Enrique. Najbardziej znany z tego, że podczas pełnienia roli menedżera Malagi taśma z jego przygodami ujrzała światło dzienne i został zwolniony. A jako piłkarz też nieźle hasał, w końcu przypadkowi piłkarze nie rozgrywają blisko 70 meczów dla Realu (widzę Cię, Roystonie Drenthe!).

Lewa strona należy do Francisco Javiera Gonzaleza Pereza, znanego rodzinie i przyjaciołom, a także wszystkim w La Coruni jako Fran (CA 164). Rozegrał dla Depor ponad 600 spotkań, odszedł na emeryturę gdy klub powoli staczał się ze szczytu, w 2005 roku. Z tego, co wyczytałem, dysponował znakomitym przeglądem pola i perfekcyjną techniką, co czyniło z niego niezwykle eleganckiego skrzydłowego. Mogę tylko napisać, że jego atrybuty potwierdzają ten opis.

Przechodzimy do dań głównych. Trzech nazwisk, które stanowiły o sile SuperDepor. Wszyscy poprzedni bohaterowie to oczywiście ważni zawodnicy, ale umówmy się, że silnik tej maszyny znajdował się z przodu. Zaczynamy od pozycji środkowego pomocnika, który był stworzony do Diablo.

Juan Carlos Valeron (CA 183, PA 189). Chudy, Mag, Maestro.

Juan Antonio Anquela, hiszpański menedżer, nazwał go kiedyś wzorcem dla całego hiszpańskiego futbolu. Vicente del Bosque powiedział, że zawsze powinno być dla niego miejsce w kadrze. W 2015 roku prezydent Las Palmas przekonał Valerona do rozegrania ostatniego sezonu, żeby każdy miał okazję go oklaskiwać. Mógł i powinien osiągnąć znacznie więcej, być może nawet miał szansę sięgnąć po Złotą Piłkę, jak oceniał jego kolega, wspomniany miłośnik nagrywania taśm, Victor Sanchez. Był jednak częścią reprezentacji Hiszpanii, która (ku mojemu zachwytowi) grała jak nigdy, a przegrywała jak zawsze. Samo panowanie w La Coruni nie wystarczyło.



Ale mój Boże, co on wyprawiał w CM-ie 4. Mogłeś wystawić 10 absolutnych stefanów i Valerona na kierownicy i miałeś sporą szansę, że i tak wygrasz. Diablo otwierało przed nim zupełnie nowe możliwości, parł nieprzerwanie do przodu i zawsze miał szansę na zdobycie bramki. Kończył sezony z liczbami, które zawstydzałyby najlepszych napastników. Maszyna, legenda, król.

I aż trudno sobie wyobrazić, że Valeron musiał się dzielić bramkami z dwoma innymi wybitnymi postaciami. O pierwszej z nich rozmawialiśmy przy okazji wpisu o reprezentacji Holandii (zapraszam do nadrobienia, gdyby ktoś chciał – klik). Roy Makaay (CA 182, PA 185) ze swoim wykańczaniem akcji na poziomie 19, grą bez piłki na 20 i znakomitymi atrybutami fizycznymi był nie do zatrzymania. A jak komuś się udawało, to był jeszcze jeden problem.

Nazywał się Diego Tristan (CA 183, PA 190).

Zagrał dla reprezentacji Hiszpanii tylko 15 razy, choć w hierarchii swego czasu był tylko za Raulem. Jednak bycie „tylko” za Raulem oznaczało oczywiście siedzenie na ławce. A przecież w kolejce znajdował się jeszcze Fernando Morientes czy jeszcze jeden człowiek, o którym za chwilkę. Tristan w 2002 roku miał świat u stóp. Stworzył z Makaayem zabójczy duet, właśnie wygrał Trofeo Pichichi i wbił 32 gole w 52 meczach dla SuperDepor. Nigdy potem nie był już tak dobry, więc świetnie się składa, że gra rozpoczyna się właśnie w lipcu 2002.



Wirtualny Diego Tristan jest w stanie zrobić absolutnie wszystko. Przejść kilku obrońców? Proszę bardzo. Wykonać rzut karny? Jak najbardziej. Zapakować z 40 bramek w sezonie? Czemu nie. W grze jest tylko pięciu lepszych od niego napastników - Raul, Ronaldo (ach ten galaktyczny Real Madryt, niech Bóg błogosławi Sergio Gonzaleza), Totti, Del Piero i Christian Vieri (niech przeklęci będą sędziowie meczu Korea Płd. – Włochy z mundialu 2002). W rzeczywistości nie poszło tak, jak powinno – nawet po odejściu Makaaya Tristan nie odzyskał formy z sezonu 2001/02.

Za tym niesamowitym duetem morderców na swoją kolej czekał Albert Luque (CA 165, PA 168), absolutna błyskawica. Był znakomitym dżokerem, w sezonie 2002/2003 zdobywając większość bramek po wejściu z ławki rezerwowych. Rok później, po transferze Makaaya do Bayernu, znalazł się w pierwszym składzie i to właśnie on strzelił gola na 3:0 w demolce Milanu, wcześniej asystując przy trafieniu Valerona.

Powodzenia w powstrzymaniu tej nawałnicy.


 
CO MOŻNA ZROBIĆ PÓŹNIEJ
Ponieważ to czasy SuperDepor, pan prezes daje nam do dyspozycji 37 milionów euro na narkotyki kolejnych super piłkarzy. Jak znajdziesz jeszcze cztery, to stać się na Fernando Torresa i Xabiego Alonso. A jak Cię nie stać, to za niecałą dychę do kupienia jest David Villa, za pięć z hakiem Andres Iniesta, a za cztery bańki Mauricio Pochettino. Na start powinno wystarczyć.

No i przede wszystkim nie tyle można, co trzeba wygrywać. Ale od tego jest już Diablo…

Co tydzień (dopóki mi się nie znudzi, więc równie dobrze wszystko może się skończyć po tym wpisie) pojawiać się będą krótsze bądź dłuższe wspomnienia drużyn z minionych wersji Football Managera. Zapadły mi w pamięci z różnych...

Co tydzień (dopóki mi się nie znudzi, więc równie dobrze wszystko może się skończyć po tym wpisie) pojawiać się będą krótsze bądź dłuższe wspomnienia drużyn z minionych wersji Football Managera. Zapadły mi w pamięci z...

Co tydzień (dopóki mi się nie znudzi, więc równie dobrze wszystko może się skończyć po tym wpisie) pojawiać się będą krótsze bądź dłuższe wspomnienia drużyn z minionych wersji Football Managera. Zapadły mi w pamięci z...

Co tydzień (dopóki mi się nie znudzi, więc równie dobrze wszystko może się skończyć po tym wpisie) pojawiać się będą krótsze bądź dłuższe wspomnienia drużyn z minionych wersji Football Managera. Zapadły mi w pamięci z różnych...

Co tydzień (dopóki mi się nie znudzi, więc równie dobrze może być tylko jeden wpis) pojawiać się będą krótsze bądź dłuższe wspomnienia drużyn z minionych wersji Football Managera. Zapadły mi w pamięci z różnych powodów. Jeśli...

Ostatnimi czasy pytacie mnie w listach „Hej Bolson, ty to zawsze byłeś kawał hejtera, co sądzisz o nowym FM-ie?” albo „Trolson, czy mógłbyś napisać parę zdań o FM-ie 2018? Nie, żeby obchodziła mnie twoja opinia, ale coś bym...

Kariera

My big mouth #1429.07.2017 23:35, @Bolson

My big mouth, my big name Who'll put on my shoes while they're walking Slowly down the hall of fame? Into my big mouth you could fly a plane Who'll put on my shoes while they're walking Slowly down the hall...
Szanowni państwo, drodzy rewolucjoniści, przyjaciele i nieprzyjaciele, nadszedł czas żeby coś zrobić. Czas wakacji, w którym będę miał trochę więcej minut pozwalających mi na przeprowadzenie projektu. Przymierzałem się do...

Kariera

Under the gun #1331.05.2016 17:03, @Bolson

She's got her halo and wings Hidden under his eyes But she's an angel for sure She just can't stop telling lies But it's too late for his love Already caught in a trap His angel's kiss was a joke And...
Space around me where my soul can breathe I've got body that my mind can leave Nothing else matters, I don't care what I miss Company's okay, solitude is bliss There's a party in my head and no one is...
W czasach, gdy jeszcze zdecydowanie preferowałem FIFĘ na PlayStation 2 nad Championship Managera, chwile spędzone z wydaniem oznaczonym numerem 4 mijały mi dość ciekawie. W wieku 10 lat niezbyt pojmowałem idee takie jak finanse...

Then I said Miss Jones You're a girl who understands I'm a man who must be free. And all at once I lost my breath And all at once was scared to death And all at once I own the earth and sky Czas na chwilę...
Kariera

Me plus one #1021.10.2015 22:20, @Bolson

Too messed up I should have followed you  where did you get that smile and that fine hair  I get my kicks from your walk in  I should have gone I should have been there  Patrzyłem się na nią, ubraną jedynie w hotelowe...
Michał Rygiel - uniwersalny maruder na stronie FM Revolution.  Drodzy czytelnicy,  dzisiaj pod newsem na temat preorderu Football Managera 2016 zamieszczonym na portalu FM Revolution rozegrały się sceny, które nie...

Strona

Reklama

Reklama

Zobacz także

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2020 by FM Revolution
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.