INFORMACJE O BLOGU

Cream of the crop

Ten manifest użytkownika Bolson przeczytało już 3390 czytelników!
Łącznie swój komentarz zostawiło 0 z nich.

MÓJ BLOG



Co tydzień (dopóki mi się nie znudzi, więc równie dobrze wszystko może się skończyć po tym wpisie) pojawiać się będą krótsze bądź dłuższe wspomnienia drużyn z minionych wersji Football Managera. Zapadły mi w pamięci z różnych powodów. Jeśli ktoś wspomni o ich teraźniejszych wydaniach, zawsze choć na chwilę wracam pamięcią do prostszych czasów, gdy najtrudniejszym zadaniem było zapisanie i wyłączenie gry. Mam nadzieję, że wzbudzi to w was, czytelnicy, choć odrobinę nostalgii i zachęci do własnych wspominek.

 
***

Włochy w starszych wersjach Football Managera były ziemią obiecaną dla wszystkich, którzy lubili bawić się we wszelkiego rodzaju przebudowy. Każdy klub dysponował kadrą pełną zawodników przepłaconych, słabych, niepotrzebnych. I na tym polegała frajda!

Nie wiem, w którym momencie Włosi postanowili zaprzepaścić dorobek minionych lat i zamienić się w przyjaciół lokalnych komorników, ale udało im się to z bardzo dobrym skutkiem. Najbardziej znanym przypadkiem tego modelu zarządzania jest AC Parma (być może porozmawiamy sobie o niej nieco dłużej kiedy indziej). Ten zasłużony klub według artykułu Jamesa Horncastle’a z 2015 roku miał aż 109 piłkarzy na wypożyczeniu i 44 kolejnych na zasadzie współwłasności.

153 zawodników, którzy nawet nie grali w piłkę w tym klubie.

Nic dziwnego, że w czerwcu 2014 Parma zadeklarowała dług w wysokości 197 milionów euro, a następnie rozpadła się na kawałki i musiała rozpocząć drogę od Serie D.

Dziś zajmiemy się przypadkiem nieco mniej hardcorowym, aczkolwiek nadal jest to spore wyzwanie dla każdego menedżera. Witajcie w 2010 roku, witajcie w portowej Genui.
***
 
Na starcie prezes Enrico Preziosi ogłasza dumnie, że jako menedżer Genoa CFC, dziewięciokrotnego mistrza Włoch (ostatni triumf w nieodległym 1924) nie potrzebujesz pieniędzy na transfery, bo nikt nie każe walczyć Ci o dziesiąty tytuł najlepszego zespołu na Półwyspie Apenińskim. Do dyspozycji otrzymujesz 550 tys. funtów tygodniowo na płace, z czego pół miliona jest już wykorzystane. Problem w tym, że nie wiadomo ile (tzn. wiadomo, ale na potrzeby tekstu nie chce mi się tego liczyć) tysięcy w wynagrodzeniach kisi się w innych klubach. Bo zaczynając Genuą w 2010 roku musisz wiedzieć, że na wypożyczeniach w różnych zespołach świata masz aż 68 zawodników. A, i jeszcze jedno. Do czerwca 2029 roku co miesiąc musisz spłacać 500 tys. kredytu bankowego wynoszącego w sumie niebagatelne 65 milionów funtów.



Tak właśnie wyglądała dobra zabawa w czasach bunga-bunga. Luzik arbuzik, totalne wyłożenie się na zdrowy rozsądek i odpowiedzialne zarządzanie pieniędzmi. W końcu komu potrzebna jest zdrowa struktura finansowa, kiedy możesz po prostu wypożyczać wszystkich w najlepsze, prawda?
***

Genoa CFC 20 lipca 2010 roku jest połączeniem jakości i piekła. Skład jak najbardziej wystarczy do tego, żeby zrealizować cel prezesa Preziosiego, czyli zajęcie solidnego miejsca w tabeli. Wchodząc do ekranu taktyki gra sugeruje ustawienie 3-4-3, ale każdy wprawny obserwator (czyt. ja) widzi od razu, że najlepiej jest się bawić w 3-2-3-2 bądź też 5-3-2, jak kto woli.

Dla przejrzystości niektóre screeny są wrzucane bezpośrednio, niektóre, dla chętnych, w postaci linków do przejrzenia po kliknięciu. Dodatkowo, piłkarze wspomniani, ale bez załączonych screenów są oznaczeni jaśniejszym kolorem.

Największą, absolutnie niekwestionowaną gwiazdą Genoa CFC jest jeden z moich ulubionych obrońców w historii Football Managera, Domenico Criscito (CA 152, PA 172). W rozwój jego kariery niepotrzebnie wplątał się Juventus, a w rzeczywistości ten jakże wszechstronny zawodnik powinien zajść wyżej niż Zenit St. Petersburg. Ok, zagrał w barwach Zenita ponad 150 meczów, ma też na koncie 22 występy dla Squadra Azzurra, ale w moim odczuciu jest piłkarzem niespełnionym. Zresztą jak wielu pozostałych, których darzę sporą sympatią ze względu na ich wirtualną wspaniałość.



Criscito to oś zespołu, człowiek od zadań niemożliwych. Jakub Tosik, który za dzieciaka wpadł do kociołka z magicznym napojem. Może zagrać na każdej pozycji w defensywie i, z wyłączeniem prawej strony, również na każdej pozycji w pomocy. Ma zaledwie 23 lata i z 20 punktami potencjału do wykorzystania, możesz go ukierunkować na absolutnego dominatora lewej strony boiska, zarówno w ofensywie, jak i w defensywie, co bardzo ucieszyłoby Adama Nawałkę.

Po drugiej stronie hasał sobie jeden z najbardziej niedocenianych brazylijskich obrońców XXI wieku - Rafinha (CA 154, PA 166; nie mylić z Rafinhą z Barcelony, który nikogo nie obchodzi). Piłkarz wspaniały, który na swoje nieszczęście musiał przez całą karierę żyć w cieniu Daniego Alvesa. Nie przeszkodziło mu to w wywalczeniu brązowego medalu Igrzysk Olimpijskich w Pekinie oraz w zagraniu ponad 300 meczów w Bundeslidze. W grze oczywiście dysponował bajeczną techniką i w dużej mierze znakomitymi atrybutami psychicznymi. Jedyna wada to połączenie wysokiej agresji i relatywnie niskiej koncentracji, co przekładało się na dość dużą liczbę kartek, w tym także czerwonych. Niemniej gdy grał, to zachwycał.



Criscito i Rafinha mieli solidnych zmienników w postaci Abdoulaya Konko i Luki Antonellego, którzy rozwijali się w porządnych zawodników, lecz nie trzeba było się wahać, gdy przychodziły za nich dobre oferty.

Środek defensywy to trzech przepłaconych zgryźliwych tetryków. Wypchnięty z Milanu Kakha Kaładze (CA 133), wysoki, wolny i nieco leniwy Dario Dainelli (CA 143) oraz Emiliano Moretti (CA 140), który osobiście lepiej czuł się na lewej stronie obrony, a w moim odczuciu najlepiej czuł się na ławce rezerwowych, lecz musiał grać, bo co zrobisz, jak nic nie zrobisz.

To by wystarczyło prawda? Dwie gwiazdy na flankach, solidni zmiennicy i tercet egzotyczny, który z braku laku musiał dawać radę i właściwie dawał sobie radę. Ale nie! W prezencie dostawaliśmy jeszcze dwóch zawodników na pozycji WO P/P P – 32-letniego Marco Rossiego i 28-letniego Giandomenico Mesto. Jasne, gdy nadchodziła czarna godzina mogli grać, ale nie było dla nich miejsca w podstawowym składzie, choć łącznie zarabiali 35 tys. funtów tygodniowo. W przypadku Mesto można było spróbować pchnąć go po sezonie do Regginy, która była współwłaścicielem karty, ale już sprzedaż Rossiego graniczyła z cudem, a jego kontrakt obowiązywał do czerwca 2014.

W pomocy dzielił i rządził drugi gwiazdor Genui, równie niespełniony co Criscito. Mowa o Miguelu Veloso (CA 150, PA 175). Jak można nazwać niespełnionym piłkarza, który rozegrał blisko 60 spotkań w reprezentacji Portugalii? Ano można, bowiem który spełniony piłkarz będący etatowym reprezentantem Portugalii w wieku 26 lat, a zatem u teoretycznego szczytu kariery, odchodzi na cztery lata do Dynama Kijów? Okej, grał w europejskich pucharach, wygrał dwukrotnie mistrzostwo Ukrainy, ale mimo wszystko Kijów to nie jest centrum zainteresowania europejskiego futbolu.



W Football Managerze 2011 Veloso był na topie i mógł robić wszystko, co mu się żywnie podobało, nie przeszkadzała mu w tym nawet ogólna przeciętność w zakresie atrybutów fizycznych. Znalazł się w kadrze Genui świeżo po transferze ze Sportingu Lizbona i wystarczy jeden rzut oka na jego cyferki żeby zrozumieć, jak wszechstronnym był wówczas zawodnikiem. Jego bomby z dystansu wielokrotnie zatrzymywały się w okienkach bramek rywali, będąc często momentami przełomowymi istotnych spotkań. A że Miguel strzelał często i ochoczo, wystarczyło po prostu dać mu robić swoje.

Problem w tym, że na boisku piłkarskim do dyspozycji jest tylko jedna piłka do piłki nożnej, a to samo co Miguel Veloso często miał ochotę robić jego kolega ze środka pola, Juraj Kucka (CA 135, PA 155). Słowak był jak bulterier, jak wściekły byk, jak Tomi Li Dżons w Ściganym. Nikt z takim zapałem nie podgryzał kostek rywalom w celu odebrania im piłki, żeby zaraz potem… oddać im ją po dupnięciu z całej siły z dystansu. Jeśli Veloso był metronomem dyktującym tempo gry, to Kucka był całym zespołem heavy metalowym biegającym bez opamiętania w tę i z powrotem, rozbijającym rywali po kątach boiska. Znakomite uzupełnienie dla Portugalczyka.



Trzecim do tysiąca był Omar Milanetto (CA 140), znany z klasy, inteligencji, gracji i ustawiania meczów oraz dyskutowania z sędziami. Kapitan, przynajmniej w pierwszym sezonie, bo oczywiście nie opłacało się przedłużać kontraktu z 35-letnim zawodnikiem. Rezerwowi – Chico i Bosko Jankovic (kolejny miłośnik swawolnego naparzania z dystansu, Genoa miała słabość do zawodników stawiających spektakularność nad skuteczność) nie oferowali niczego wybitnego, co oznaczało wypad z baru przy pierwszej możliwej okazji.

Nowo zatrudniony menedżer Genoa CFC miał do dyspozycji pięciu napastników. Trzech z nich było wypożyczonych, czwarty grał na zasadzie współwłasności.

Piątym był Rodrigo Palacio.



Ach, Rodrigo Palacio (CA 152, PA 162). Kto nie uwielbia napastników z wykańczaniem akcji na poziomie 10? Był niezwykle uzdolnionym technicznie zawodnikiem, który zdecydowanie lepiej radził sobie ze wspieraniem kolegów i doskonale wywiązywał się z roli cofniętego napastnika. Był znakomity w kreowaniu sytuacji partnerom z ataku, kreował zamieszanie w polu karnym jak mało kto. Zarówno w FM-ie, jak i w rzeczywistości nie stanowił ogromnego zagrożenia jeżeli chodzi o wykańczanie akcji, ale zawsze trzeba było mieć na niego oko. Bo skoro on nie strzelał, to musiał strzelać ktoś inny.

Kandydatów, jak już wspomniałem, było czterech. Antonio Floro Flores (CA 134) był leniem, który trafiał gdy piłka spadła mu pod nogi, bo sam nie był w stanie wypracować sobie sytuacji i to właśnie dlatego znakomicie nadawał się jako partner Palacio. Argentyńczyk robił całą robotę, a Floro Flores spijał śmietankę i cześć. O ile oczywiście wstawał z ławki, bo był najniżej w hierarchii. W pierwszym sezonie królował Mauro Boselli (CA 144, PA 151), któremu co tydzień z klubowej kasy na konto wpadało aż 35 tys. funtów tygodniowo. Tylko Veloso i Rafinha (należy dodać, że zasłużenie) inkasowali więcej. FM sugerował 3-4-3 jako wyjściowe ustawienie właśnie po to, aby wykorzystać jego umiejętność do gry jako odgrywający. Nie był najwyższy i nie skakał jak Roberto Ayala, ale doskonale rozumiał korzyści wynikające z zastawiania się. W meczach pucharowych i przeciwko leszczom pokroju Lecce, Bari czy Ceseny na boisko wychodził Mattia Destro (CA 119, PA 162), ale bez gwarancji transferu po zakończeniu wypożyczenia z Interu człowiek nie kwapił się, żeby ogrywać rywalom napastnika.

Zwłaszcza, że do dyspozycji był król futbolu, kto wie czy nie mój ulubiony piłkarz spośród wszystkich, których spotkałem na drodze w Football Managerze.

Pozwolę sobie w tym momencie na małą dygresję. Grając w CM-a, a następnie w FM-a od jakichś 15 lat (w pełni świadomie i z rozmysłem od lat 11) przez moje kariery przewinęły się setki nazwisk, zresztą z pewnością każdy z Was potrafi wymienić dziesiątki zawodników, którzy byli bohaterami Waszych wirtualnych przygód. Być może kiedyś przyjdzie moment także na cykl wspominających poszczególnych piłkarzy. Wtedy na pewno nie zabraknie w nim tego, o kim mowa poniżej.

Uwielbiam Alberto Paloschiego. Gdybym mógł wybrać jednego gracza i sprawić, że jego kariera potoczyłaby się na miarę tego, co wyprawiał w Football Managerach, byłby to właśnie Alberto. Milan nie musiałby sięgać wówczas po Krzysztofów Piątków tego świata, bo niepodważalną pozycję w składzie Rossonerich miałby chłopak z Chiari. Kiedy przestałem bawić się Football Managerem, a zacząłem w niego grać, Alberto był moim pierwszym bohaterem. Przychodził za śmieszne pieniądze z Milanu, który nigdy nie był w stanie się na nim poznać i po prostu ładował bramkę za bramką. Był niezniszczalny, niezatapialny, niezawodny.



A w 2011 roku był także częścią Genui. Co prawda na zasadzie współwłasności z Milanem, ale tak, jak wspomniałem, w wirtualnym Mediolanie nikt nie rozumiał, z jakim diamentem ma do czynienia. Alberto (CA 130, PA 175) w wieku 20 lat był zawodnikiem wspaniałym. Zobaczcie tylko na jego atrybuty psychiczne! Okej, decyzje pozostawiały sporo do życzenia, ale jakie decyzje musisz podejmować, kiedy wystarczy żebyś kopał piłkę do bramki gdy tylko ją dostaniesz? Był wart każdych pieniędzy i mimo, że Boselli przewyższał go umiejętnościami, to dla mnie właśnie Alberto stanowił klucz do sukcesu Genui w Football Managerze 2011.

 
PO PIERWSZYM SEZONIE
 
Załóżmy, że powyższy zestaw dżentelmenów zajął miejsce dające możliwość gry w europejskich pucharach. Co dalej? Oczywiście przydałoby się wymienić wszystkich środkowych obrońców, ale najpierw przecież na skrzynkę pocztową przychodzi 68 wiadomości o zakończonych wypożyczeniach. Przeglądasz sobie spokojnie nazwiska, a tam…

Wszystkie zrzuty ekranu na podstawie pierwszego dnia w pracy, tj. 20 lipca 2010 roku.

Nenad Tomovic (CA 133, PA 158). Twój własny podręczny zbrodniarz wojenny boiskowy. Wystaw go i patrz, jak bez jakichkolwiek skrupułów równa z ziemią kolejnych rywali z uśmiechem na ustach.

Marco Amelia (CA 144, PA 155). Nieco gorszy od stojącego w bramce Portugalczyka Eduardo, a otrzymuje tyle samo pieniędzy co on. Do tego ma kontrakt do 30 czerwca 2011, więc jeśli upatrzysz sobie lepszego i tańszego zastępcę, to można się go pozbyć bez żalu.

Andrea Esposito (CA 130, PA 151). Po co kupować Kaładze (przypominam – 35 tys. funtów tygodniowo), skoro za 1/3 kasy jest lepszy i młodszy stoper?

Ivan Fatić (CA 115, PA 148). Jeśli chcesz zobaczyć, jak to jest mieć Aleksandara Kolarova z chińskiego marketu, to bardzo proszę, Fatić nadaje się idealnie.

Housseine Kharja (CA 140, PA 143). Przyzwoite zastępstwo dla Milanetto, ewentualnie do wyrzucenia na tych samych zasadach co Amelia.

Louis Parfait (CA 107, PA -8). Jakim cudem ma przyspieszenie na poziomie 3? Nie pytajcie, nie wiem. Ale jak już się rozpędzi, to się nie zatrzymuje. Fama głosi, że to właśnie dlatego jest tak agresywny.

Stefan El Shaarawy (CA 95, PA -9). Potrzebuje czasu, żeby się rozwinąć w prawdziwego ballera, ale ma wszystko, żeby stać się bestią.

Zapytacie także, po co Genoi aż trzech wypożyczonych napastników i Paloschi na zasadzie współwłasności. To proste, wszystkich „swoich” oddali na wypożyczenie gdzie indziej. Dlaczego nie? Każdy z nich to melodia przyszłości, ale momentami jakże przyjemna dla uszu. Są to, w kolejności alfabetycznej: Danijel Aleksić (CA 113, PA 150), Linus Hallenius (CA 115, PA -7), Vincenzo Rennella (CA 117, PA 141), Gergely Rudolf (CA 130, PA 140) i Gianmarco Zigoni (CA 112, PA -8).

Chwila, czy mi się wydaje, czy kogoś tu brakuje?

 

No tak.

Robert Acquafresca. Niedoszły Robert Lewandowski z ziemi włoskiej do Polski. Dzięki mamie z naszego kraju miał być odpowiedzią na wszystkie bolączki naszej kadry ze strzelaniem goli. - Mam polski paszport. Byłbym dumny, gdybym otrzymał powołanie. Jeśli ktoś chce się ze mną kontaktować, jestem do dyspozycji-  mówił swego czasu. No to się z nim kontaktowano, a on mówił że dziękuje, ale po co ma grać dla Polski, skoro może dla Włoch. Potem, jak okazało się, że nie będzie jednak strzelał tak wielu bramek, jakby chciał, znowu pojawił się temat gry dla nas, ale tym razem to u nas nikt go nie chciał. Ostatecznie nie zadebiutował ani w Squadra Azzura, ani w biało-czerwonych barwach i po znakomitym okresie gry dla Cagliari zaczął się tułać po kolejnych klubach, w żadnym z nich nie zagrzewając miejsca na dłużej. A mógł przyjąć nasze obywatelstwo i być gwiazdą, dajmy na to, Lecha Poznań. ALE!

W naszej opowieści Robert Acquafresca wciąż może stać się tym, kim chciałby Zbigniew Boniek. Nasz Robercik (CA 144, PA 166) w wieku 23 lat wróci z wypożyczenia z Cagliari i świat stoi przed nim otworem. Nic, tylko korzystać.


 
CO ZROBIŁBYM PÓŹNIEJ
 
Zakładając, że uda się oczyścić klub z całego szrotu powracającego z wypożyczeń należy w pierwszej kolejności poukładać środek defensywy. Pomogą w tym Esposito, Tomovic i będący w rezerwach Urugwajczyk Diego Polenta. Osobiście zawsze prędzej niż później zastawiałem sidła na Salvatore Bocchettiego, wówczas gwiazdę Rubina Kazań. Zazwyczaj w promocyjnej cenie dostępny był śp. Davide Astori, a FM 2011 był bodajże ostatnim, w którym można było cieszyć się zachodzącą gwiazdką Alessandro Tui.

Praktycznie zawsze sięgałem po Andreę Poliego i Lorenzo Crisetiga jako wzmocnienie środka pola. Jeśli los się uśmiechał, nie wahałem się również wziąć Luki Cigariniego. Do ataku obok Paloschiego i Acquafreski jak najszybciej dołączyłbym Guido Marilungo, Fernando Forestieriego i Simone Guerrę (to dopiero był wymiatacz!).

Patrząc na powyższy zestaw nazwisk wyciągam jeden wniosek.

Włoscy researcherzy są tak dobrzy w myleniu się co do potencjału zawodników, jak właściciele włoskich klubów w tworzeniu farm piłkarzy do wypożyczenia. Szkoda, że ani jedni, ani drudzy niewiele potrafią zrobić dobrze.
 

ZDANIEM CZYTELNIKÓW CM REVOLUTION

Możliwość komentowania tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
Nie masz konta? Zarejestruj się.

Drogi Rewolucjonisto, prosimy o przestrzeganie regulaminu i zapoznanie się z FAQ

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2020 by FM Revolution
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.