INFORMACJE O BLOGU

Cream of the crop

Ten manifest użytkownika Bolson przeczytało już 3399 czytelników!
Łącznie swój komentarz zostawiło 0 z nich.

MÓJ BLOG



Co tydzień (dopóki mi się nie znudzi, więc równie dobrze wszystko może się skończyć po tym wpisie) pojawiać się będą krótsze bądź dłuższe wspomnienia drużyn z minionych wersji Football Managera. Zapadły mi w pamięci z różnych powodów. Jeśli ktoś wspomni o ich teraźniejszych wydaniach, zawsze choć na chwilę wracam pamięcią do prostszych czasów, gdy najtrudniejszym zadaniem było zapisanie i wyłączenie gry. Mam nadzieję, że wzbudzi to w was, czytelnicy, choć odrobinę nostalgii i zachęci do własnych wspominek.

 
***

Ta historia rozpoczyna się w listopadzie 2003 roku. Osiem miesięcy wcześniej Wisła Kraków toczyła wyrównane boje z Lazio w 4. rundzie Pucharu UEFA. Teraz, po wyeliminowaniu NEC Nijmegen wydawało się, że przejście kolejnego rywala jest formalnością. Rywal ten dopiero po barażach zapewnił sobie utrzymanie w lidze, a jego trener otwarcie przyznawał, że przejście do kolejnej rundy mniej prestiżowych rozgrywek europejskiej federacji futbolu będzie miłą niespodzianką.

- Spotykamy klub lepszy od nas, klub na dobrym, europejskim poziomie, ale przyjechaliśmy zagrać tutaj mecz. Wisła bardzo chce wygrać, ale nasza siła to świadomość, że nie mamy nic do stracenia – mówił grający trener przeciwnika „Białej Gwiazdy”.

I rzeczywiście, rywal nie mający nic do stracenia postawił trudne warunki. Miał nieco szczęścia, ale przecież w takich meczach szczęście jest bardzo potrzebne. Świetnie w bramce spisywał się Oyvind Bolthof, który w serii rzutów karnych obronił strzał Tomasza Frankowskiego. A że oprócz niego karnego nie wykorzystał także Mirosław Szymkowiak, Wisła musiała uznać wyższość Valerengi Oslo.

„Wisła odpadła w karnych!: Przez 210 minut piłkarze krakowskiej Wisły nie potrafili strzelić gola Vålerendze Oslo, która obierając defensywną taktykę, w obu spotkaniach drugiej rundy Pucharu UEFA osiągnęła największy sukces w swojej historii” – pisał po spotkaniu Dziennik Polski.

Tym właśnie sposobem mistrz Polski odpadł z drużyną, która po raz pierwszy pojawiła się w świadomości rodzimego kibica i która ledwo utrzymała się w Tippeligaen.

Kolejny etap mojej przygody z Valerengą Oslo przypadł na 2005 rok. Wtedy to w moich rękach pojawiła się płyta z grą FIFA 2005. Z perspektywy czasu można spokojnie stwierdzić, że była to edycja przełomowa i unikatowa – prezentowała mnogość rozwiązań, które potem niestety skreślono. Rozwijanie sztabu po każdym meczu, możliwość rozpoczęcia spotkania w trybie symulacji i dołączenia do niego w każdym momencie, czy najważniejsza dla tej historii kwestia: konieczność rozpoczęcia trybu kariery klubem z maksymalnie średniej europejskiej półki. Tak, nie od razu można było wcielić się w rolę menedżera Manchesteru United, Realu Madryt czy Juventusu. Gra wymagała zdobycia szlifów w mniej popularnych zespołach.

Pierwsza z kilku karier rozpoczęła się od NEC Nijmegen, które dysponowało świetnym jak na potencjał zespołu duetem strzeleckim Andrzej Niedzielan – Romano Denneboom. Któraś z kolejnych przygód zaczęła się właśnie w Oslo. W klubie wciąż byli bohaterowie wydarzeń z 2003 roku – Bolthof, Morten Berre czy grający trener Rekdal. Nie wchodząc w szczegóły, gra Valerengą przynosiła sporo frajdy, zwłaszcza za sprawą pewnego 19-latka, o którym później.

Klub ze stolicy Norwegii jeszcze raz mignął w mojej świadomości, gdy przeniósł się tam Sebastian Mila. Nie pograł za wiele i szybko przeniósł się do ŁKS-u Łódź, skąd obrał kierunek na Wrocław. Reszta jest historią.

 
***

My zaś znajdujemy się w styczniu 2009 roku, na dziewięć miesięcy przed premierą Football Managera 2010. Ot, cała magia systemu wiosna-jesień.

Dlaczego akurat Valerenga? FM 2010 był pierwszą wersją, w której zostałem graczem „poszukującym”. Do tej pory interesowały mnie wyłącznie kariery zespołami doskonale mi znanymi, dysponującymi sporymi możliwościami finansowymi i kadrą, która nie wymagała zbyt wielkich transformacji, przynajmniej na początku przygody. W poprzednich latach chciałem przede wszystkim wygrywać – wysoko i od razu. Dopiero 2010 wydanie Football Managera było przełomem, jeżeli chodzi o moje preferencje. A Valerenga była idealnym hipsterskim wyzwaniem. Próbowałem nawet opisywać moje norweskie przygody na łamach Forum CM, ale ewidentnie usunąłem wszelkie dowody tej działalności. W każdym razie…

Szanowny pan prezes wita nas optymistyczną wiadomością – w nadchodzących rozgrywkach nie musimy się spinać, wystarczy mu przyzwoita pozycja w lidze. Co oznacza słowo przyzwoita? Według mediów jesteśmy typowani do zakończenia sezonu na 9. lokacie, co jak na liczącą 16 zespołów Tippeligaen jest jak najbardziej do zrobienia. Bardziej dziwi mnie to, że media widzą przed nami aż osiem drużyn, zapomniałem o tym szczególe i szczerze, nie spodziewałem się, że Valerenga będzie aż tak niedoceniona.



Nad nami są (w kolejności miejsc 1-8). Rosenborg (wiadomo), Stabaek (ówczesny mistrz Norwegii, który jakimś cudem ma w składzie Pontusa Farneruda), Tromso (z rewelacyjnym Rubenem Yttegardem Jenssenem), Viking, Fredrikstad, Brann (w środku pola Eirik Bakke, w ataku Erik Huseklepp), Molde i Bodo/Glimt.

Co może im przeciwstawić pięciokrotny mistrz Norwegii, który ostatnio cieszył się z tytułu w 2005? Cóż… jak na zespół mający zająć przyzwoite miejsce w tabeli, dokładnie to, czego możecie się spodziewać.

Czyli dość niewiele. Ale na tym polegał cały fun.

Zestawienie defensywy pozostawia wiele do życzenia i należy mieć spore pretensje do tego, kto pozwolił na doprowadzenie do tego stanu.


Dla przejrzystości niektóre screeny są wrzucane bezpośrednio, niektóre, dla chętnych, w postaci linków do przejrzenia po kliknięciu. Dodatkowo, piłkarze wspomniani, ale bez załączonych screenów są oznaczeni jaśniejszym kolorem.

W składzie jest tylko jeden kompetentny boczny obrońca – 19-letni Amin Nouri (CA 112, PA 142). Drugi, Juan Jose Fuenmayor, to jakaś absolutna prowokacja, zawodnik absolutnie nie wart uwagi i zarabianych pieniędzy. Wracając do Nouriego. Jest to zawodnik, który może grać na obu flankach, ale, choćby chciał (a pewnie chce), to nie jest w stanie robić tego jednocześnie. Lepiej radzi sobie na prawej stronie, lecz ponieważ nie ma problemów z grą lewą nogą, może też występować jako lewy obrońca. Ze względu na obraną taktykę, Nouri byłby jednak głównie rezerwowym.
A to dlatego, że środek defensywy, choć nieobsadzony wystarczającą liczbą graczy, jest w miarę solidny.

Nad wszystkim sprawuje pieczę kapitan zespołu Erik Hagen (CA 116), który ma za sobą występy w Zenicie St. Petersburg i mimo iż pod kątem dynamiki jest słaby nawet jak na blisko 34-letniego zawodnika, jest nie do przestawienia w pojedynkach siłowych. Oczywiście zakładając, że nie zgubi koncentracji i odpowiednio się ustawi. Obok Hagena ustawiona jest prawdziwa wieża – Birger Madsen (CA 112), na którego łatwiej się wspiąć niż pokonać go w powietrzu. To na niego grane są wszystkie stałe fragmenty gry, bo wystarczy mieć nadzieję, że piłka po prostu odbije się od jego głowy i wpadnie do siatki. Najszybszym i, prawdę mówiąc, najlepszym piłkarzem z tego tercetu jest Andre Muri (CA 114). Nie wygra co prawda wielu pojedynków biegowych, lecz w przeciwieństwie do pozostałej dwójki, braki szybkościowe nadrabia ustawianiem się.
 
Największą karierę ze stoperów, którymi Valerenga dysponuje w styczniu 2009 roku zrobi Stefan Strandberg (CA 73, PA -7). Przez największą rozumiem transfer do Rosenborga Trondheim i przygody w Krasnodarze, Hannoverze i Jekaterynburgu. Na początku przygody z FM-em 2010 stać go na więcej niż to, ale zanim to się uda, czeka go jeszcze długa droga. No i być może kilka restartów gry, żeby wylosował mu się potencjał bliższy górnych widełek -7, a nie 117, jaki został mu przydzielony w rozgrywce stworzonej na potrzeby tego wpisu.

W tym miejscu należy jeszcze wspomnieć o Freddym dos Santosie, który figuruje w kadrze klubu, ale ze względu na problemy z sercem (latem 2009 przejdzie operację) jest wyłączony z gry na 15 miesięcy. A szkoda, bo zrobiłby różnicę.

Przechodzimy do środka pola, gdzie Valerenga bez dwóch zdań jest najmocniejsza. Za trzymanie wszystkiego w ryzach odpowiada Kristofer Haestad (CA 129, PA 137), największa gwiazda klubu ze stolicy Norwegii. Mierzy zaledwie 172 centymetry, ale nie przeszkadza mu to w gryzieniu trawy i równaniu z ziemią każdego, kto stanie na jego drodze. Piłka może przejść, ale zawodnik nigdy. Haestad nie bierze jeńców, często też nie bierze udziału w meczach przez 90 minut, bo uwielbia odbierać piłkę wślizgami, a patrząc na jego agresję możecie sobie wyobrazić, jak te wślizgi wyglądają.

 
Zawodnik znany w Norwegii jako ichni odpowiednik Zyzia (nie żartuję) po nieudanej przygodzie z Wigan Athletic nigdy więcej nie zagrał w innym zagranicznym klubie, kończąc karierę piłkarską w wieku zaledwie 31 lat. Jego licznik występów w reprezentacji Norwegii zatrzymał się na 27 spotkaniach, z którymi zaczynał rozgrywkę.

Obok Haestada ustawiony jest twój typowy serbski zabijaka, Bojan Zajić (CA 127, PA 138). Dejan Stanković z Ali Express spisuje się bez zarzutu niezależnie od zadania, które przed nim stoi. Idealny, jak na warunki norweskie oczywiście, pomocnik długodystansowiec.

Trzeci ze środkowych pomocników godnych uwagi to oczywiście norweski Andres Iniesta, Harmeet Singh (CA 121, PA -8). Tak właśnie opisywano go podczas transferu do Feyenoordu Rotterdam w 2012 roku.

Jeśli kojarzycie to nazwisko, to prawdopodobnie ze względu na ten jeden historyczny mecz rozegrany w barwach Wisły Płock w 2017 roku. Musicie jednak wiedzieć, że na początku kariery chwalił go sam Pep Guardiola i zasadniczo w Norwegii zakładano, że przez lata będzie jedną z gwiazd reprezentacji. Jak może wiecie, nic takiego nie miało miejsca – Singh zaliczył pięć występów w kadrze (trzy z nich podczas Pucharu Króla Tajlandii przeciwko takim potęgom jak Korea Południowa U-23 czy reprezentacja ligowców Danii) i nie zanosi się na kolejne. Czy researcher pomylił się, dając mu tak wysoki potencjał? Patrząc na przebieg kariery raczej nie, po prostu Singh najlepiej czuł się w Norwegii i wyjazdy zagraniczne nie pozwoliły mu rozwinąć skrzydeł.

Skrzydła to przede wszystkim bracia Abdellaoue, z których bez wątpienia lepszym był starszy z nich – Mohammed. 23-letni wówczas lewoskrzydłowy (CA 130, PA 141) dzięki rozsądnemu researcherowi, który postanowił upchać jak najwięcej dobroci w kluczowych atrybutach za sprawą jedynek w odbiorze, rzutach rożnych i dalekich wyrzutach był gwiazdą ligi norweskiej. Szybki, błyskotliwy, nie bojący się dryblingu, a przy tym pewny w wykończeniu akcji. Schodzący napastnik jak znalazł. Występował w Hannoverze 96 (o co chodzi z Hannoverem i Norwegami?) i VfB Stuttgart, a w realizacji pełni potencjału przeszkodziły mu kontuzje.

 
Brat Mohammeda, Mostafa (CA 105, PA -7), nigdy nie zrobił takiej kariery jak on i nigdy też nie opuścił Skandynawii. Patrząc na jego atrybuty trudno nie odnieść wrażenia, że researcher bardzo chciał ułożyć mu profil na miarę starszego brata, ale nie mógł przegiąć, bo 20-letni Mostafa niczego jeszcze nie osiągnął. Zresztą, patrząc na waleczność trudno się dziwić.

Mostafa zresztą nie miał się gdzie pchać, bo przegrywał rywalizację z aż trzema innymi konkurentami na jego pozycję. Przede wszystkim trzeba wspomnieć o drugim utalentowanym Mohammedzie w barwach Valerengi – Mohammedzie Fellahu. Także i ten 19-letni wówczas zawodnik nie zrobił furory na europejskich boiskach, choć według autora profilu miał na to papiery (CA 115, PA 149). Filigranowy pomocnik mógł grać na każdej pozycji w pomocy i jego wszechstronność była widoczna w atrybutach. Od biedy mógł sobie poradzić z każdym zadaniem, ale najlepiej szło mu jako schodzący napastnik.

Na skrzydłach role rezerwowych pełnili doświadczony Morten Berre (CA 117) oraz Dawda Leigh (CA 114). Ten drugi, według nieaktywnego źródła w Wikipedii swego czasu powiedział, że gdyby chciał go zatrudnić Liverpool, to nie ma takiej opcji, bo jest kibicem Manchesteru United.

Powodzenia…

Z przyjemnością i nieukrywaną sympatią przedstawiam drugiego po Haestadzie ulubionego piłkarza Valerengi, Larsa Ivera Stranda (CA 116, PA 129). W rzeczywistości w sezonie 2009 reprezentował barwy Tromso, ale skoro zaczynaliśmy grę w styczniu 2009, to trudno było grze ustalić, co ma z tym fantem zrobić. W związku z tym w historii występów ma zapisany epizod na wypożyczeniu, ale okrągłe zero po stronie rozegranych meczów. Po zakończeniu przygody w Tromso wrócił do Oslo, gdzie zagrał spektakularne cztery spotkania w dwa lata i tyle go widzieli.


 
Cóż, u mnie Lars Iver Strand grał wszystko od deski do deski. Zaskoczył mnie zupełnie jako klasyczna 10, biegał, strzelał, asystował, robił salta i w ogóle. Był też pierwszym piłkarzem, któremu próbowałem wyciąć główkę w systemie cut-out, pamiętam że nie było żadnego dobrego zdjęcia, więc wyszło to kiepsko. Ale to właśnie dlatego zajmuje specjalne miejsce w przegródce moich wspomnień poświęconych Football Managerowi.
 
W 2009 roku Valerenga miała dwóch napinaczy w ataku. Pierwszego z nich, Bengta Saeternesa (CA 116, PA 130), trzeba było wyciągnąć z rezerw. Drugi, mój Boże, co to był za gracz. Luton Shelton (CA 120, PA 125) miał tylko jedną zaletę, ale za to jaką.

Był szybki. Chociaż nie, to nie do końca oddaje to, co chcę przekazać. Był piekielnie szybki.



Według angielskiej Wikipedii Luton Shelton jest rekordzistą drugiej Bundesligi na 40 metrów, które przebiegł w 4,6 sekundy. Byłbym w stanie w to uwierzyć, gdyby nie jeden szczegół.

Luton Shelton nigdy nie grał w Niemczech.

Obecnie legendarny zawodnik reprezentacji Jamajki, którego strzał z rzutu wolnego w 2014 roku pozwolił piłkarzom z Karaibów pokonać USA po raz pierwszy w historii, zmaga się z ALS. Stwardnienie zanikowe boczne odebrało mu możliwość komfortowego komunikowania się, wpłynęło też na zdolność poruszania się i wiele innych aspektów życia. W zeszłym roku zmarł nagle Luton Shelton senior.

Życie jest absolutnie straszne.
CO ZROBIŁBYM PÓŹNIEJ
 
Cóż, przede wszystkim należy uzupełnić braki w obronie, więc czym prędzej zajrzałbym na listę wolnych agentów w poszukiwaniu kompetentnych piłkarzy. W dłuższej perspektywie? Oczywiście próbowałbym zgarnąć wszystkich najlepszych Norwegów do siebie. To oznaczałoby polowanie na takich graczy jak Per Ciljan Skjelbred (CA 139, PA 166!), Vegard Forren (CA 131, PA 150), wspomniany Ruben Yttergard Jensen (CA 132, PA -8), Havard Nordveit (CA 107, PA -9, piłkarz Arsenalu).
 
Z bardziej przystępnych opcji do wzięcia są: Knut Rindaroy (CA 131, PA 149), Even Hovland (CA 109, PA -8) czy Vegar Eggen Hedenstad (CA 108, PA -8).

A, no i oczywiście król FIFY 2005, ten 19-letni gość. Daniel Fredheim Holm. Chłopak miał w FIFIE potencjał 91. Norweg. Potencjał 91. Oczywiście nie spełnił szalonych, prawdę mówiąc, oczekiwań, ale mówiąc Norwegia, myślę Fredheim Holm.

Zostawiam Was z jedną z perełek norweskiej muzyki. Do następnego razu.


 

ZDANIEM CZYTELNIKÓW CM REVOLUTION

Możliwość komentowania tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
Nie masz konta? Zarejestruj się.

Drogi Rewolucjonisto, prosimy o przestrzeganie regulaminu i zapoznanie się z FAQ

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2020 by FM Revolution
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.